Czytelnicze podsumowanie marca

Czytelnicze podsumowanie marca

Marzec po ultrakrótkim lutym wydaje się być bardzo długim miesiącem. Co z tego skoro  mija równie szybko. W tym miesiącu przeczytałam siedem książek, z czego jedna jest poradnikiem, ale uwierzcie mi przestudiowałam ją bardzo dokładnie, od początku do końca, z prawa, z lewa i w poprzek.

Ok to zapraszam do lektury.

„PUNKT BARANA” ALEKSANDER SOWA

Biorąc „Punkt barana” do ręki w sumie nie wiedziałam czego się spodziewać. Enigmatyczny opis z tyłu książki również niewiele mówi. Na szczęście lektura bardz mnie zaskoczyła i zdziwiłam się, że aż tak mnie wciągnęła. Policyjny thriller z gorzkim zakończeniem zrobił na mnie wrażenie. Choć początkowo nie umiałam się przyzwyczaić do policyjnego slangu czy też języka, dość wulgarnego swoją drogą, to całość w odbiorze okazała się być bardzo dobra. Czytelnik jest świadkiem wielu tajemniczych zabójstw i razem z bohaterami prowadzi emocjonując śledztwo.

Recenzja książki jest o TU.

„SZPILKI ZA MILION”  IZABELA SZYLKO

Jeśli macie przeczytać jedną komedię w tym miesiącu czy też roku to niech będą to „Szpilki za milion” Izabeli Szylko. Ubaw po pachy gwarantowany. Jest błyskotliwe, zabawnie i trochę uroczo. Do tego ta intryga z twistem fabularnym w zakończeniu. No komediowy cud, miód i orzeszki. Choć “Szpilki za milio” to nie tylko świetna fabuła i styl autorki. To również bohaterowie. Nietuzinkowi, inspirujący, których da się lubić. Niestrudzony duet w postaci głównego bohatera Jacka ( swoją drogą kompletnej niedorajdy życiowej) i rezolutnej starszej pani robi fantastyczną robotę. To niewątpliwie jeden z moich ulubionych książkowych teamów.

Recenzję książki przeczytacie TUTAJ.

„ZNAKI.” CAROLYNE FAULKNER

To chyba największa niespodzianka tego miesiąca. Książki Carolyne Faulkner byłam ciekawa, ale podchodziłam do niej bardzo sceptycznie. Znaki zodiaku, horoskopy i inne pierdoły kojarzyły mi się głównie z wczesnymi nastoletnimi latami, kiedy to wyprawiało się różne dziwne rzeczy i wierzyło ślepo w głupotki. I tu zonk! Bo książka wcale nie jest o horoskopach. Ok,  jest, ale w innym ujęciu. Nie ma przewidywania przyszłości. Każdy znak zodiaku poznajemy w ujęciu pozytywnym i negatywnym. Niesamowite zdajesz sobie sprawę, ze wszystko się zgadza… A i z pomocą autorki można zbudować swój kosmogram. Nie jest to proste, ale daje ogromną satysfakcję, a otrzymane wyniki zaskakują. To trochę taka analiza SWOT. Warto poznać swoje szanse i zagrożenia, a także sposoby na wykorzystanie ich w swoim życiu.

Recenzję książki znajdziecie TUTAJ.

„SUROGATKA” LOUISE JENSEN

Ależ to był thriller! To jedna z tych książek dla których można zarwać noc. Naprawdę. Czyta się jednym tchem, a fabuła wciąga z każdą stroną coraz bardziej. Autorka porusza trudny temat lekko go wyolbrzymiając. Nadaje surogacji ukrytych znaczeń i trochę szydzi z całej tej otoczki co rusz wyprowadzając bohaterów w maliny. Jest gorzko, gęsto i parno.  Autorka świetnie zbudowała klimat zbliżającego się dramatu, który koniec końców jest groteskowy i niesatysfakcjonujący.

Recenzja „Surogatki” jest TUTAJ.

„CLEAN BEAUTY” ELSIE RUTTERFORD, DOMINIKA MINAROVIC

Wszyscy to już wiedzą, ale tak dla przypieczętowania napiszę jeszcze raz. Uwielbiam kosmetyki, które mogę sobie zrobić sama. Tak też czym prędzej złapałam za „Clean Beauty” i się nie zawiodłam. To prawdziwa gratka dla fanów naturalnej pielęgnacji. Jest mnóstwo wiedzy i receptur na sprawdzone, naturalne kosmetyki. Gwarantuję, że przyrządzenie nie zajmuje więcej niż kilka minut. A wszystkie potrzebne składniki znajdziecie w pobliskich sklepach. “Produkcja” domowych kosmetyków to ogromna frajda i jeden z lepszych sposobów na pielęgnację.

Więcej o „Clean Beauty” przeczytacie TUTAJ.

„GDYBYM JEJ UWIERZYŁ” KLAUDIA KLOC MUNIAK

Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się tak dobrego thrillera. Autorka świetnie połączyła kilka wątków i stworzyła niesamowity klimat. Czytało się przewybornie i lektura pochłonęła mnie bez reszty. Książka ma jedynie trzysta stron, niech Was to nie zwiedzie, bo wiele się dzieje. Dreszczyk emocji gwarantowany. Więcej o tej książce opowiem za kilka dni w osobnej recenzji. A jakby co to polecam!

„CZY TO PIERDZI” NICK CARUSO, DANI RABAIOTTI

Tytuł co prawda nie jest zbyt elegancki. Cóż się dziwić, taki temat. Trochę „odlotowy”. Cóż mogę o niej powiedzieć. Ta niepozornych rozmiarów książeczka bawi i uczy. Zawiera mnóstwo ciekawych i specyficznych informacji, które czytelnik w lot zapamiętuje. Recenzja „Czy to pierdzi” pojawi się na blogu 4 kwietnia.

NO…

I tak oto upłynął mi marzec. Czytelnicze plany na kwiecień są ambitne, ale bez przesady. Zaczęłam w końcu racjonalnie do tego podchodzić. Nie chcę też budzić się na koniec miesiąca i z paniką w oczach stwierdzić ilu książek nie zdążyłam przeczytać. Nie chcę też czytać na wyścigi. Co prawda nigdy tego nie robiłam, jednak czasami łapię się na takich głupich myślach. A jak Wam poszło w tym miesiącu?